W trakcie jednej z modlitw uwielbienia padły słowa poznania oraz wezwanie wypowiedziane przez Marie Vadię, że Bóg leczy teraz chorą wątrobę i osoby, które mają z nią problem, aby podniosły rękę. Nie odbierałam tych słów jakoś szczególnie do siebie (bo przecież nie mam raka), ale podniosłam rękę, aby ściągnąć to uzdrowienie również dla siebie, ponieważ od dziecka towarzyszyły mi różne dolegliwości związanie z wątrobą, które w ostatnim czasie bardzo się nasiliły. Wtedy okazało się, że jestem jedyną osobą, która podniosła rękę. Maria Vadia wypatrzyła mnie w tłumie i poprosiła zespół posługujący z Armii Dzieci, aby się nade mną pomodlił. Muszę przyznać, że wpadłam wtedy w lekkie przerażenie i zaczęłam się tłumaczyć, że mi nic poważnego się nie dzieje, że tylko takie tam dolegliwości itd. W odpowiedzi usłyszałam, że Bóg chce, abym miała całkowicie zdrową wątrobę. W trakcie modlitwie zstąpiła na mnie Obecność Boża i Jego moc. Fizycznie czułam, że ktoś wziął moją wątrobę do ręki i ściskał ją, towarzyszyło temu uczucie ogromnej słabości i przez krótką chwilę lekkiego dyskomfortu, a następnie ogromnego pokoju. Moja wdzięczność do Boga mieszała się z uczuciem zmieszania – może lekkiego niepokoju, czy to aby na pewno chodziło Bogu o mnie. W ostatnim dniu szkoły podeszłam do Mari Vadii, aby pożegnać się i usłyszałam od niej słowa, abym przyjęła to uzdrowienie wątroby, bo to pierwsza rzecz, jaką Bóg jej pokazał. Poczułam się wtedy 100% córeczką Tatusia Boga!

Bóg mnie dostrzegł i choć nie prosiłam, nie oczekiwałam uzdrowienia mojej wątroby. Bóg to uczynił. To takie wspaniałe uczucie i doświadczenie bycia zauważoną przez Niego. Bóg jest najlepszym tatą, czuje się teraz zupełnie bezpieczna, bo on naprawdę wie, co ja potrzebuję i daje mi to. Jest kochany.

A teraz kilka faktów dotyczących mojej wątroby; moja wątroba wróciła do normalnych rozmiarów, a do tego czasu była bardzo powiększona, co można było zauważyć gołym okiem, ustały nudności, bardzo częste zawroty głowy oraz wymioty. Mój organizm został odświeżony, ustąpiło bowiem uczucie zmęczenia i ociężałości. Drugą rzeczą, którą Bóg dla mnie uczynił podczas tej szkoły, to poprawa jakości mojego śpiewu. Przestałam fałszować! Ania Saj miała takie poznanie, że Bóg daję ludziom, którzy pragną śpiewać, nowe głosy, nowe brzmienie i nawet ci, którzy nigdy nie śpiewali będą to robić. Jestem jedną z osób, których to poznanie dotyczyło.
Agnieszka